Fujifilm Finepix x10
"Tak, na to wygląda. Odbiło ci, zbzikowałaś, dostałaś fioła. Ale coś ci powiem w sekrecie. Tylko wariaci są coś warci."
niedziela, 20 lipca 2014
Zima? A może jednak jesień?
Tak wielkie zaskoczenie, że nawet jabłka jeszcze na drzewie, piękna zima chyba zbłądziła, a może to jesień ją zaprosiła na soczyste winogrona? ;)
Kraków 2013
Takie trochę stare, w dodatku robione po czymś mocniejszym :D Ale coś wyszło.
Dziękuję Kamili za użyczenie głowy, chociaż i tak nie miała nic do gadania, więc chyba muszę podziękować za cierpliwość ^^
No i bonusik, co prawda nie związany z tematem, ale nie wiedziałabym gdzie to doczepić, a tu same warkocze, to gdzie indziej warkocz będzie pasował? :D
To taki spontaniczny wpis, może niedługo pokaże coś co sobie zrobiłam :)
Dziękuję Kamili za użyczenie głowy, chociaż i tak nie miała nic do gadania, więc chyba muszę podziękować za cierpliwość ^^
No i bonusik, co prawda nie związany z tematem, ale nie wiedziałabym gdzie to doczepić, a tu same warkocze, to gdzie indziej warkocz będzie pasował? :D
To taki spontaniczny wpis, może niedługo pokaże coś co sobie zrobiłam :)
Pozdrawiam serdecznie,
Luluś ^^
środa, 18 czerwca 2014
"Prawdziwy świat" Natsuo Kirino
Taak a więc zupełnie odwróciłam kota ogonem, bo zamiast czytać to co miałam zaplanowane, po wizycie w bibliotece nie wytrzymałam i dobrałam się do prozy japońskiej. I stąd dziś napiszę wam trochę o "Prawdziwym świecie" :D
Natsuo Kirino - urodzona w 1951, szybko zdobyła w Japonii reputację pisarki należącej do nurtu autorów o rzadko spotykanej umiejętności wychodzenia daleko poza granice konwencjonalnej powieści kryminalnej. Ten fakt dostrzeżono, nagradzając ją w Japonii Mystery Writers of Japan za "Ostateczne wyjście" (Wydawnictwo Sonia Draga, 2005), nominowanie również do prestiżowej nagrody Edgar Prize oraz Naoki Prize za "Soft Cheeks". Jest również laureatką Izumi Kyoka Prize w dziedzinie literatury za "Groteskę" (Wydawnictwo Sonia Draga, 2008). Jej książki przetłumaczono na dwadzieścia osiem języków, a wiele z nich zostało zekranizowanych.
Opisy na okładce przedstawiają powieść w ten sposób: Zręcznie skonstruowany, mroczny i bezlitosny thriller psychologiczny przedstawiający gorzki obraz życia nastolatków w Japonii. Niepokojący i trzymający w napięciu - inny od wszystkiego, co do tej pory czytałeś.
"Zazdrość, strach i arogancja - umysł nastolatka może być naprawdę przerażającym miejscem. Ta powieść otworzy wam do niego drogę". Los Angeles Times Book Review
I notka mająca zachęcić czytelnika do przeczytania książki:
Cztery zobojętniałe na wszystko nastolatki spędzają upalne lato na przeludnionych przedmieściach spowitego smogiem Tokio, uczęszczając na nużące zajęcia w letniej szkole, której ukończenie ma zapewnić im zdanie egzaminów na najlepsze uniwersytety. Jest wśród nich Toshi, na której zawsze można polegać, wzorowa uczennica Terauchi, smutna, pogrążona w żalu po śmierci matki Yuzan, starająca się ukryć swoją seksualność przed koleżankami, oraz urocza Kirarin, której nocne eskapady i lekkomyślne zachowanie pozostają tajemnicą dla osób z jej otoczenia.
Po brutalnym morderstwie, którego ofiarą pada sąsiadka Toshi, dziewczyny nabierają przekonania, że zabójcą jest syn zamordowanej, uczeń szkoły średniej, przezywany przez nie Glistą. Kiedy jednak chłopiec znika (zabierając Toshi rower i telefon komórkowy), czwórka dziewczyn wikła się w niebezpieczną grę i musi zmierzyć z cała falą zagrożeń, jakich nigdy wcześniej nawet sobie nie wyobrażały - a które rodzą się zarówno w nich samych, jak i w otaczającym je świecie.
Cóż...moim zdaniem jest to dość przesadzony opis, a cała "groza akcji" jest baardzo wyolbrzymiona. Książka składa się z ośmiu rozdziałów, z czego każdy jest przyporządkowany danej postaci: najpierw Toshi, potem Yuzan, Glista, Kirarin, Glista, Terauchi, Kirarin i znowu Toshi. W każdym rozdziale dana postać opowiada o wydarzeniach z własnej perspektywy, dorzucając coś od siebie, jednak są one spójne przez co powieść jest ciągła pod względem chronologicznym i nie ma żadnego problemu ze zrozumieniem przebiegu akcji. Autorka ma lekki język, który sprawia, że łatwo się to czyta i można powiedzieć, że ciężko się oderwać jednak miałabym pewne zastrzeżenia co do określania tej książki jako"mrocznego i bezlitosnego thrillera psychologicznego". Słowo mroczny nijak mi pasuje do opisania tej powieści,a bezlitosny? hmm no cóż, ale nadal nie. Jest to fajne czytadło przy którym nie trzeba za dużo myśleć i nawet znalazło się tu miejsce na sceny erotyczne, jednak czytając to miałam wrażenie, że pewne rzeczy są aż nadto wydumane przez autorkę. Dzieciak wkurzony na matkę zabija ją, i pomimo początkowego wspaniałego samopoczucia, z biegiem czasu nachodzą go wątpliwości i traci tą pewność siebie, a ta niezwykła fala zagrożeń na które jest narażona czwórka przyjaciółek to po prostu zwykłe śledztwo policyjne, w które wplątały się pomagając Gliście. Co do zakończenia to trochę mnie zaskoczyło, odnośnie Kirarin było to łatwe do przewidzenia jednak nigdy bym się nie spodziewała takiego zakończenia odnośnie Terauchi. Nie do końca również zrozumiałam ideę zakończenia akcji listem Wataru.
Cóż końcówka mojej wypowiedzi może nie być do końca zrozumiała, ale nie chciałam być spoilerem, a Ci co przeczytają na pewno zrozumieją o co mi chodziło :P
W skali od 1-10 dałabym tej książce 6 puntów i nie ukrywam, że trochę to wynika z tego, że mam fioła na puncie Japonii, a ta historia ma wiele z tego mojego ukochanego "japońskiego kiczu" <3
A wy czytaliście tę książkę? Jakie są wasze wrażenia po jej przeczytaniu? A może czytaliście inne książki tej autorki? Z niecierpliwością czekam na wasze komentarze
Natsuo Kirino - urodzona w 1951, szybko zdobyła w Japonii reputację pisarki należącej do nurtu autorów o rzadko spotykanej umiejętności wychodzenia daleko poza granice konwencjonalnej powieści kryminalnej. Ten fakt dostrzeżono, nagradzając ją w Japonii Mystery Writers of Japan za "Ostateczne wyjście" (Wydawnictwo Sonia Draga, 2005), nominowanie również do prestiżowej nagrody Edgar Prize oraz Naoki Prize za "Soft Cheeks". Jest również laureatką Izumi Kyoka Prize w dziedzinie literatury za "Groteskę" (Wydawnictwo Sonia Draga, 2008). Jej książki przetłumaczono na dwadzieścia osiem języków, a wiele z nich zostało zekranizowanych.
Opisy na okładce przedstawiają powieść w ten sposób: Zręcznie skonstruowany, mroczny i bezlitosny thriller psychologiczny przedstawiający gorzki obraz życia nastolatków w Japonii. Niepokojący i trzymający w napięciu - inny od wszystkiego, co do tej pory czytałeś.
"Zazdrość, strach i arogancja - umysł nastolatka może być naprawdę przerażającym miejscem. Ta powieść otworzy wam do niego drogę". Los Angeles Times Book Review
I notka mająca zachęcić czytelnika do przeczytania książki:
Cztery zobojętniałe na wszystko nastolatki spędzają upalne lato na przeludnionych przedmieściach spowitego smogiem Tokio, uczęszczając na nużące zajęcia w letniej szkole, której ukończenie ma zapewnić im zdanie egzaminów na najlepsze uniwersytety. Jest wśród nich Toshi, na której zawsze można polegać, wzorowa uczennica Terauchi, smutna, pogrążona w żalu po śmierci matki Yuzan, starająca się ukryć swoją seksualność przed koleżankami, oraz urocza Kirarin, której nocne eskapady i lekkomyślne zachowanie pozostają tajemnicą dla osób z jej otoczenia.
Po brutalnym morderstwie, którego ofiarą pada sąsiadka Toshi, dziewczyny nabierają przekonania, że zabójcą jest syn zamordowanej, uczeń szkoły średniej, przezywany przez nie Glistą. Kiedy jednak chłopiec znika (zabierając Toshi rower i telefon komórkowy), czwórka dziewczyn wikła się w niebezpieczną grę i musi zmierzyć z cała falą zagrożeń, jakich nigdy wcześniej nawet sobie nie wyobrażały - a które rodzą się zarówno w nich samych, jak i w otaczającym je świecie.
Cóż...moim zdaniem jest to dość przesadzony opis, a cała "groza akcji" jest baardzo wyolbrzymiona. Książka składa się z ośmiu rozdziałów, z czego każdy jest przyporządkowany danej postaci: najpierw Toshi, potem Yuzan, Glista, Kirarin, Glista, Terauchi, Kirarin i znowu Toshi. W każdym rozdziale dana postać opowiada o wydarzeniach z własnej perspektywy, dorzucając coś od siebie, jednak są one spójne przez co powieść jest ciągła pod względem chronologicznym i nie ma żadnego problemu ze zrozumieniem przebiegu akcji. Autorka ma lekki język, który sprawia, że łatwo się to czyta i można powiedzieć, że ciężko się oderwać jednak miałabym pewne zastrzeżenia co do określania tej książki jako"mrocznego i bezlitosnego thrillera psychologicznego". Słowo mroczny nijak mi pasuje do opisania tej powieści,a bezlitosny? hmm no cóż, ale nadal nie. Jest to fajne czytadło przy którym nie trzeba za dużo myśleć i nawet znalazło się tu miejsce na sceny erotyczne, jednak czytając to miałam wrażenie, że pewne rzeczy są aż nadto wydumane przez autorkę. Dzieciak wkurzony na matkę zabija ją, i pomimo początkowego wspaniałego samopoczucia, z biegiem czasu nachodzą go wątpliwości i traci tą pewność siebie, a ta niezwykła fala zagrożeń na które jest narażona czwórka przyjaciółek to po prostu zwykłe śledztwo policyjne, w które wplątały się pomagając Gliście. Co do zakończenia to trochę mnie zaskoczyło, odnośnie Kirarin było to łatwe do przewidzenia jednak nigdy bym się nie spodziewała takiego zakończenia odnośnie Terauchi. Nie do końca również zrozumiałam ideę zakończenia akcji listem Wataru.
Cóż końcówka mojej wypowiedzi może nie być do końca zrozumiała, ale nie chciałam być spoilerem, a Ci co przeczytają na pewno zrozumieją o co mi chodziło :P
W skali od 1-10 dałabym tej książce 6 puntów i nie ukrywam, że trochę to wynika z tego, że mam fioła na puncie Japonii, a ta historia ma wiele z tego mojego ukochanego "japońskiego kiczu" <3
A wy czytaliście tę książkę? Jakie są wasze wrażenia po jej przeczytaniu? A może czytaliście inne książki tej autorki? Z niecierpliwością czekam na wasze komentarze
Pozdrawiam was serdecznie
Luluś ^^
piątek, 13 czerwca 2014
Rurouni Kenshin: Tsuiokuhen
Ruroni Kenshin: Tsuiokuhen jest genialnym OVA do serii Ruroni Kenshin, której niestety nie miałam okazji jeszcze zobaczyć. Jednak to, że ktoś nie oglądał serii w najmniejszym stopniu nie wpływa na to, czy trudniej będzie mu zrozumieć fabułę. Wręcz przeciwnie Ruroni Kenshin: Tsuiokuhen jest wstępem i wyjaśnieniem co działo się z głównym bohaterem zanim rozpoczęła się główna akcja. Anime jest pięknie zrobione i jak na rok 1999 to kreska jest całkiem dobra, a muzyka też wspaniała i idealnie pasuje do ery Meiji w której rozgrywa się akcja. Bardzo realistyczną nutę nadaje przewijający się w tle wątek historyczny. Serdecznie polecam fanom samurajów i nie tylko. Anime jest tak zrobione, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie chociaż osoby, które nie przepadają za bardzo za rozlewem krwi powinny uważać :D
OVA opowiada o tym jak główny bohater Kenshin zostaje uratowany przez człowieka, który potem robi z niego mistrza szermierki. Ich drogi się rozchodzą, gdy Kenshin postanawia wykorzystać swoje niezwykłe umiejętności aby bronić słabszych. W ten sposób wmieszał się w sprawy polityczne i został mordercą a nawet zakochał się. Więcej nie zdradzę :P Serdecznie zapraszam do zobaczenia tej serii pozdrawiam was serdecznie Luluś ^^
P.S. link do anime klik!^^
i do głównej serii klik!^^
wtorek, 10 czerwca 2014
Już wkrótce :D
Jeżeli uda mi się to dziś wieczorem sklecę parę słów o dwóch nowych tytułach (nowych dla mnie xD) a mianowicie Rurouni Kenshin: Tsuiokuhen oraz Kyoshiro to Towa no Sora. Nie oglądałam całej serii Ruroni Kenshin tylko to OVA, które pokazuje co stało się przed główną akcją, więc jak ktoś ma zamiar obejrzeć całą serię, to polecam zobaczyć najpierw to OVA :) I jak dobrze pójdzie to już od dzisiejszego wieczoru będę miała sporo czasu i będę więcej pisać, więcej oglądać i zdawać Wam więcej relacji :D Jestem cała happy ^^
wtorek, 27 maja 2014
Myself; Yourself
Szczerze powiedziawszy po obejrzeniu tego anime stwierdzam, że nie należy ono do moich ulubionych...w skali od 1 do 10 daję mu 5.
"Głównym bohaterem jest szesnastoletni Sana Hidaka. Pięć lat temu musiał przeprowadzić się do innego miasta pozostawiając za sobą grupkę dobrych przyjaciół. Teraz, z niejasnych powodów, wraca do miasta swojego dzieciństwa by uczyć się w tutejszej szkole średniej. Jeszcze dziwniejszy jest fakt, że nie towarzyszą mu rodzice. Mieszka więc samodzielnie w mieszkaniu należącym do krewnych. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności wraz ze swoimi przyjaciółmi będzie się uczył w tej samej klasie. Niestety, jego dawna dziewczyna Nanaka, podchodzi to tej sytuacji bardzo chłodno. Choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, drobne szczegóły zdradzają o co może w tym wszystkim chodzić. Jednak są one oczywiste tylko dla kogoś znającego zakończenie. Niewtajemniczonym pozostaje czekać na kolejne odcinki i dalsze wskazówki.
Wstęp i pierwsze odcinki nie wydają się zdradzać dramatów kryjących się pod powierzchnią. Z tego powodu dają mylne pojęcie o tym co będzie dalej. Nie jest to standardowy komediowy romans spod znaku ecchi. Głównym tematem są bowiem bolesne rany emocjonalne spowodowane przez wydarzenia sprzed lat. W miarę zagłębiania się w ten serial będziemy stopniowo poznawać problemy bohaterów a początkowy lekki romans będzie coraz bardziej przybierał postać dramatu. Jednocześnie fabuła będzie coraz bardziej wciągająca, gdyż skąpe wydzielanie kluczowych pozornie niepowiązanych informacji przyniesie w końcu efekty coraz lepszego zrozumienia przeszłości i jej wpływu na teraźniejszość." Sfor z anime-shinden.info
Fajnie jest to tutaj opisane i sama lepiej bym tego nie zrobiła :P Jednak nie do końca zgodzę się ze Sforem, ponieważ to anime w ogóle mnie nie wciągnęło...oglądałam je tylko dlatego, żeby zobaczyć do końca i móc coś o tym napisać xD nie no dobra trochę też mnie ciekawiło jak to się wszystko skończy, ale przeważnie się nudziłam. Muzyka nie porwała mnie jakoś szczególnie od 1 do 10 oceniam ją na..hmm niech będzie na 3. Tak naprawdę raczej była niezauważalna. Z kreską też szału nie ma, ale najgorsza też nie była ;P Jak komuś się nudzi to sobie może obejrzeć :D
"Głównym bohaterem jest szesnastoletni Sana Hidaka. Pięć lat temu musiał przeprowadzić się do innego miasta pozostawiając za sobą grupkę dobrych przyjaciół. Teraz, z niejasnych powodów, wraca do miasta swojego dzieciństwa by uczyć się w tutejszej szkole średniej. Jeszcze dziwniejszy jest fakt, że nie towarzyszą mu rodzice. Mieszka więc samodzielnie w mieszkaniu należącym do krewnych. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności wraz ze swoimi przyjaciółmi będzie się uczył w tej samej klasie. Niestety, jego dawna dziewczyna Nanaka, podchodzi to tej sytuacji bardzo chłodno. Choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, drobne szczegóły zdradzają o co może w tym wszystkim chodzić. Jednak są one oczywiste tylko dla kogoś znającego zakończenie. Niewtajemniczonym pozostaje czekać na kolejne odcinki i dalsze wskazówki.
Wstęp i pierwsze odcinki nie wydają się zdradzać dramatów kryjących się pod powierzchnią. Z tego powodu dają mylne pojęcie o tym co będzie dalej. Nie jest to standardowy komediowy romans spod znaku ecchi. Głównym tematem są bowiem bolesne rany emocjonalne spowodowane przez wydarzenia sprzed lat. W miarę zagłębiania się w ten serial będziemy stopniowo poznawać problemy bohaterów a początkowy lekki romans będzie coraz bardziej przybierał postać dramatu. Jednocześnie fabuła będzie coraz bardziej wciągająca, gdyż skąpe wydzielanie kluczowych pozornie niepowiązanych informacji przyniesie w końcu efekty coraz lepszego zrozumienia przeszłości i jej wpływu na teraźniejszość." Sfor z anime-shinden.info
Fajnie jest to tutaj opisane i sama lepiej bym tego nie zrobiła :P Jednak nie do końca zgodzę się ze Sforem, ponieważ to anime w ogóle mnie nie wciągnęło...oglądałam je tylko dlatego, żeby zobaczyć do końca i móc coś o tym napisać xD nie no dobra trochę też mnie ciekawiło jak to się wszystko skończy, ale przeważnie się nudziłam. Muzyka nie porwała mnie jakoś szczególnie od 1 do 10 oceniam ją na..hmm niech będzie na 3. Tak naprawdę raczej była niezauważalna. Z kreską też szału nie ma, ale najgorsza też nie była ;P Jak komuś się nudzi to sobie może obejrzeć :D
Pozdrawiam wszystkich maniaków
Luluś ^^
Link do anime: Myself; Yourself
czwartek, 22 maja 2014
Babydream shampoo
Moim nowym nabytkiem jest produkt wychwalany wszędzie...dosłownie, a jest nim...tam tarara (pewnie nikt się nie spodziewał) Babydream Shampoo
Jest to hicior nie tylko ze względu na skład ale i również cenę (ok. 3-4 zł za 250 ml).
Producent o produkcie pisze tak: babydream Szampon dla niemowląt zawiera łagodne substancje myjące bez mydła, które delikatnie, lecz gruntownie myją włosy i skórę głowy. Pantenol chroni skórę przed wysuszeniem. Rumianek koi delikatną skórę. Białka kiełków przenicy zapobiegają wyrywaniu włosów przy czesaniu. Szampon jest idealny również do codziennego mycia włosów u dorosłych.
A wracając do składników:
- AQUA
- LAURYL GLUCOSIDE- Substancja łagodna dla skóry, łagodzi ewentualne drażniące działanie wywołane przez anionowe substancje powierzchniowo czynne na skórę. Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów. Jest bezpieczny dla środowiska.
- COCAMIDOPROPYL BETAINE- Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów. Substancja bardzo łagodna dla skóry i błon śluzowych, łagodzi ewentualne działanie drażniące anionowych substancja powierzchniowo czynnych. Substancja pianotwórcza, stabilizująca i poprawiająca jakość piany w mieszaninie z anionowymi substancjami powierzchniowo czynnymi. Pełni rolę modyfikatora reologii (czyli poprawia konsystencję) w preparatach myjących, zawierających anionowe substancje powierzchniowo czynne, dzięki tworzeniu tzw. mieszanych miceli.
- COCO-GLUCOSIDE- Substancja bardzo łagodna dla skóry i błon śluzowych. Łagodzi ewentualne działanie drażniące wywołane przez anionowe substancje powierzchniowo czynne. Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów.
- GLYCERYL OLEATE- emolient tzw. tłusty - stosowany w formie nierozcieńczonej może powodować powstawanie zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na ich powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje skórę i włosy. Powstały film, wygładza powierzchnię naskórka i włosów. Nadaje połysk. Substancja zwilżająca - ułatwia usuwanie zanieczyszczeń. W preparatach myjących stosowany jako substancja renatłuszczająca.Proces mycia powoduje usunięcie m.in. substancji tłuszczowych, dlatego stosuje się substancje renatłuszczające, które odbudowują barierę lipidową.
- SODIUM LACTATE- Hydrofilowa substancja nawilżająca, mająca zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka. Działa keratoplastycznie (zmiękcza warstwę rogową), a w wyższych stężeniach działa keratolitycznie (złuszcza zrogowaciały naskórek). Sodium Lactate stosowany jest głównie w balsamach do pielęgnacji skóry suchej, przesuszonej, a w wyższysz stężeniach np. do zrogowaciałej skóry stóp.
- TRITICUM VULGARE GERM EXTRACT- ekstrakt z kiełków peszenicy.
- PANTHENOL- Prekursor witaminy B5 (kwasu pantotenowego), prowitamina B5. Pantenol po wniknięciu w skórę jest przekształcany do kwasu pantotenowego. Oba związki wykazują to samo działanie biologiczne. Witamina B znajduje się w każdej żywej komórce. Hydrofilowa substancja nawilżająca. Substancja aktywna, wywołuje efekt kosmetyczny na skórę,: działanie przeciwzapalne, przyspiesza procesy regeneracji naskórka. Pantenol wykorzystywany jest w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów, dzięki zdolności wnikania w ich strukturę. Nadaje skórze uczucie gładkości.
- GLYCERYL CAPRYLATE- Emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Nadaje połysk. Wykazuje działanie regenerujące. Substancja zwilżająca - ułatwia kontakt mytej powierzchni z roztworem myjącym, przez co ułatwia usuwanie zanieczyszczeń z powierzchni skóry i włosów.
- LACTIC ACID- Substancja nawilżająca, mająca zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka. Działa keratoplastycznie (zmiękcza warstwę rogową), a w wyższych stężeniach działa keratolitycznie (złuszcza zrogowaciały naskórek). Kwas mlekowy stosowany jest głównie w balsamach do pielęgnacji skóry suchej, przesuszonej, a w wyższysz stężeniach np. do zrogowaciałej skóry stóp.
- CHAMOMILLA RECUTITA FLOWER EXTRACT- ekstrakt z rumianku-substancja aktywna/łagodząca/odżywcza.
- PARFUM- zapach
Pozdrawiam was serdecznie
Luluś ^^
P.S. Linki do samodzielnego analizowania składów :)
Pielęgnacja
Moja aktualna pielęgnacja jest dość chaotyczna...włosomaniaczką jestem od niedawna i zachorowałam na włosowy zakupoholizm ;P Nakupowałam całą szufladę kosmetyków i teraz używam wszystkiego po trochu. Tak tak, wiem że przez to nie będę wiedziała co tak naprawdę mi służy a co nie, dlatego postanowiłam przetestować wszystko po kolei. Jestem na razie po zużyciu jednego opakowania Cien baby shampoo. Bardzo się z nim polubiłam, jednak teraz zabieram się za babydream i alterrę (papaja i bambus oraz granat i aloes) raz w tygodniu zamierzam użyć szampony z GP (nagietek lekarski lub pokrzywa zwyczajna) a raz na dwa tygodnie Radical lub Farmona. Myślę, że tych ostatnich nie trzeba jakoś szczególnie testować bo ich zadaniem będzie tylko i wyłącznie oczyszczenie skóry i włosów z oblepiaczy, a myślę, że będą one się do tego nadawać wyśmienicie :P Z odżywek na pierwszy ogień pójdzie Garnier avokado i karite i isana różowa. Isane będę stosować jako pierwsze O w OMO a garniera jako drugie. Potem też oczywiście wypróbuję Isany jako drugie O. Maska, którą będę stosować po każdym myciu to będzie Vatika z czarnuszką i co 5 dni biovax ponieważ Vatika głównie wygładza i ułatwia rozczesywanie, ale żeby dokładnie coś o niej powiedzieć potrzebuję jeszcze trochę więcej czasu. Olejować będę Amlą Dabur ( tą śmierdzącą ziołowym domestosem xD) Olejuję na włosy wcześniej spryskane mgiełką wzmacniajacą z Radicala. Na końcówki będę stosować olejek arganowy z bioelixire, jedwab biosilk i jedwab w spray'u marion, jednak już wiem, że jedwab w spray'u kupiłam ostatni raz ponieważ nie podpasowała mi taka forma jego aplikacji :P Na końcówki niestety nie mogę stosować oleju ponieważ są one bardzo cienkie i nawet najmniejsza kropelka powoduję, że stają się bardzo tłuste i jest to wyjątkowo widoczne. Po umyciu, nałożeniu maski i w ogóle po zakończeniu wszystkich zabiegów potraktuje włoski moim pierwszym hiciorem, którym miał zaszczyt zostać Balsam do włosów z Joanny. Włosy po nałożeniu nawet minimalnej ilości, choćby nie wiem jak bardzo były poplątane rozczesują się jak po masełku :P po jej użyciu nie czesze włosów oczywiście na mokro, jedynie przeczesuję palcami.
Moje włosy bardzo szybko się przetłuszczają, jednak na końcach są bardzo suche, dlatego mam w planach przyzwyczaić je do rzadszego mycia. Nie chodzi tu oczywiście o przetrzymywanie o nie wiadomo ile, ale jak ja myje włosy codziennie to chciałam je potrzymać jeden dzień dłużej. Może jak mi się uda tego dokonać i włosy będą wytrzymywały dwa dni to później dodam jeszcze jeden? :D Taak mażenia ściętej głowy :P Jednak będę próbować i się nie poddam :D
Moje włosy bardzo szybko się przetłuszczają, jednak na końcach są bardzo suche, dlatego mam w planach przyzwyczaić je do rzadszego mycia. Nie chodzi tu oczywiście o przetrzymywanie o nie wiadomo ile, ale jak ja myje włosy codziennie to chciałam je potrzymać jeden dzień dłużej. Może jak mi się uda tego dokonać i włosy będą wytrzymywały dwa dni to później dodam jeszcze jeden? :D Taak mażenia ściętej głowy :P Jednak będę próbować i się nie poddam :D
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Luluś ^^
P.S. Jeżeli popełniam jakiś błąd to bardzo proszę powstrzymajcie mnie xD
Kontakt
Jeżeli ktoś jakimś dziwnym trafem będzie chciał się ze mną skontaktować to zapraszam :D
lulux1395@gmail.com
lulu.x13@hotmail.com
Na razie tyle :P Jak uda mi się ogarnąć skype'a to też dodam kontakt :P
Książki ^^
W związku z tym, że mam teraz sporo wolnego czasu (napisałam już wszystkie matury), mogę nareszcie poczytać wszystko co tylko chcę ^^ W najbliższym czasie planuję zabrać się do takich smakołyków jak:
Savoir-vivre. Sztuka dyplomacji i dobrego tonu - Piotr Kuspys
Złodziejka książek - Markus Zusak
Więzień Nieba - Carlos Ruiz Zafon
Więc już wkrótce pojawią się wpisy z moimi wrażeniami. To na początek, ale przez okres liceum nazbierało się tyle tego, że nie dam rady wykończyć wszystkiego do września....chyba xD
Pozdrawiam serdecznie
Luluś ^^
EDIT
Jednak znowu coś innego mi w głowie zaświtało, powyższe książki będą musiały jeszcze poczekać, gdyż zabrałam się za dział prozy japońskiej w mojej bibliotece, więc na bieżąco to co uda mi się upolować, będę recęzjować :D
poniedziałek, 19 maja 2014
Bielenda Pharm Trądzik matujący krem - żel na dzień
Dzisiaj przychodzę do was z kremem, który odmienił moją twarz. Trafiłam na niego zupełnie przypadkiem, a w zasadzie poleciła mi go pani w sklepie medyczno - zielarskim. Ciężko mi się było do niego zabrać, bo muszę się przyznać, że trochę się go obawiałam, ponieważ był to mój pierwszy kosmetyk z tej firmy, ale kiedy pokończyły mi się wszystkie kremy w domu sięgnęłam po niego i się nie zawiodłam. Już po pierwszym użyciu moja twarz zaczęła się zmieniać. Używając go nawet nie liczyłam, że tak naprawdę będzie matował moją twarz. Bardziej nastawiłam się na działanie anty-trądzikowe. Krem ma żelowo-kremową konsystencję, przez co bardzo szybko się wchłania. Pozostawia wygładzoną, matową skórę. Naprawdę nie wiedziałam, że to w ogóle możliwe :D Natomiast po tygodniu stosowania zauważyłam znaczną poprawę skóry. Nowe wypryski przestały wychodzić, natomiast stare dwa razy szybciej się goiły O.O
Niestety, wyrzuciłam pudełko na którym znajdował się skład, a nie mogę go nigdzie znaleźć w internetach. Jednak na tubce jest napisane, że zawiera kwas laktobionowy, kwas migdałowy, witamina B3 i cynk. Nie wiem jednak w jakich są ilościach i które miejsce w składzie zajmują. Moim zdaniem kwasy są fajną sprawą, jeżeli chodzi o twarz, normują wydzielanie sebum, zwężają pory i hamują powstawanie nowych niedoskonałości. Niestety latem już raczej nie powinno się stosować kwasów, więc lepiej z niego zrezygnować latem. Może jednak służyć do aplikacji puntkowej, a nie na całą twarz. Cena to ok.20 zł za 50ml.
Opis produktu:
Matujący krem - żel na dzień o lekkiej konsystencji.
- skutecznie matuje przetłuszczające się partie twarzy (czoło, nos, broda),
- redukuje trądzik, hamuje powstawanie nowych wyprysków,
- intensywnie nawilża skórę wysuszoną na skutek terapii trądzikowych,
- wyraźnie zmniejsza widoczność porów, łagodzi podrażnienia,
-rozjaśnia przebarwienia zmniejszając widoczność zmian trądzikowych.
Preparat bezpieczny dla skóry wrażliwej. 0% składników mogących wywołać podrażnienie.
Kwas laktobionowy to kwas PHA nowej generacji, który skutecznie wspomaga profilaktykę zmian skórnych związanych z trądzikiem. Zapobiega powstawaniu wyprysków, wzmacnia mechanizmy naprawcze skóry, wygładza i ujednolica koloryt cery, intensywnie nawilża.
Kwas migdałowy działa antybakteryjne, zwęża ujścia gruczołów łojowych, redukuje nadmierne wydzielanie sebum, zapobiega zatykaniu porów, rozjaśnia przebarwienia.
Witamina B3 wzmacnia i matuje skórę, podnosi jej odporność na uszkodzenia.
Cynk wspomaga proces leczenia łojotoku, absorbuje nadmiar sebum zalegającego w porach, łagodzi podrażnienia.
Efekt: zdrowa, idealnie matowa, optymalnie nawilżona cera o jednolitym kolorycie. Trądzik i błyszczenie skóry zredukowane. Pory zwężone, niedoskonałości mniej widoczne.
Codziennie rano krem wmasować w oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Omijając okolice oczu. Krem stanowi doskonałą bazę pod makijaż.
Z tego co udało mi się wyczytać, krem ten ma bardzo zróżnicowane opinie. Jednak mi on bardzo przypadł do gustu i z pewnością co jakiś czas będę do niego wracać. Możecie sobie o nim poczytać TU i TU.
Niestety, wyrzuciłam pudełko na którym znajdował się skład, a nie mogę go nigdzie znaleźć w internetach. Jednak na tubce jest napisane, że zawiera kwas laktobionowy, kwas migdałowy, witamina B3 i cynk. Nie wiem jednak w jakich są ilościach i które miejsce w składzie zajmują. Moim zdaniem kwasy są fajną sprawą, jeżeli chodzi o twarz, normują wydzielanie sebum, zwężają pory i hamują powstawanie nowych niedoskonałości. Niestety latem już raczej nie powinno się stosować kwasów, więc lepiej z niego zrezygnować latem. Może jednak służyć do aplikacji puntkowej, a nie na całą twarz. Cena to ok.20 zł za 50ml.
Opis produktu:
Matujący krem - żel na dzień o lekkiej konsystencji.
- skutecznie matuje przetłuszczające się partie twarzy (czoło, nos, broda),
- redukuje trądzik, hamuje powstawanie nowych wyprysków,
- intensywnie nawilża skórę wysuszoną na skutek terapii trądzikowych,
- wyraźnie zmniejsza widoczność porów, łagodzi podrażnienia,
-rozjaśnia przebarwienia zmniejszając widoczność zmian trądzikowych.
Preparat bezpieczny dla skóry wrażliwej. 0% składników mogących wywołać podrażnienie.
Kwas laktobionowy to kwas PHA nowej generacji, który skutecznie wspomaga profilaktykę zmian skórnych związanych z trądzikiem. Zapobiega powstawaniu wyprysków, wzmacnia mechanizmy naprawcze skóry, wygładza i ujednolica koloryt cery, intensywnie nawilża.
Kwas migdałowy działa antybakteryjne, zwęża ujścia gruczołów łojowych, redukuje nadmierne wydzielanie sebum, zapobiega zatykaniu porów, rozjaśnia przebarwienia.
Witamina B3 wzmacnia i matuje skórę, podnosi jej odporność na uszkodzenia.
Cynk wspomaga proces leczenia łojotoku, absorbuje nadmiar sebum zalegającego w porach, łagodzi podrażnienia.
Efekt: zdrowa, idealnie matowa, optymalnie nawilżona cera o jednolitym kolorycie. Trądzik i błyszczenie skóry zredukowane. Pory zwężone, niedoskonałości mniej widoczne.
Codziennie rano krem wmasować w oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Omijając okolice oczu. Krem stanowi doskonałą bazę pod makijaż.
Z tego co udało mi się wyczytać, krem ten ma bardzo zróżnicowane opinie. Jednak mi on bardzo przypadł do gustu i z pewnością co jakiś czas będę do niego wracać. Możecie sobie o nim poczytać TU i TU.
Bioelixire Argan Oil
Ostatnio dość głośno zrobiło się o serum do włosów Bioelixire. Moja przygoda z nim zaczęła się gdy moja mama kupiła w biedronce maleńką buteleczkę tego serum (20 ml) za ok.5 zł. Wszystko by było super, gdybym ja w tym samym dniu nie wybrała się do Rossmanna i nie kupiła...UWAGA!!! tego samego serum tyle, że w większej buteleczce z atomizerem (50 ml) za 25zł!!!!!!! Co może nas zmylić, że produkt z biedronki to podróba? A mianowicie kartonowe pudełko, w które jest zapakowana buteleczka, chociaż też nie do końca. Ma inną szatę graficzną od serum z Rossmanna i widnieje na nim inna nazwa firmy -GREENelixir. Jednak gdy przyjrzymy się uważniej zauważymy, że oba mają taki sam skład. No i najśmieszniejszy hit. Gdy wydobędziemy buteleczkę z opakowania uświadamiamy sobie, że jest to dokładnie to samo serum, tej samej firmy. Na buteleczce znajduje się takie samo logo i nazwa producenta Bioelixire jak na tym rossmannowym... Także krótko mówiąc dałam się zrobić w bambuko, gdyż nawet jak by kupić 3 opakowania w biedronce to ni jak się to dalej nie równoważy z tym co kupiłam w Rossmannie.
Rossmann: 25 zł za 50 ml
Biedronka: 15 zł za 60 ml
Dobra, dałam już upust swojej irytacji :D Już mówię co i jak znim.
Pierwsze, co chyba najbardziej podoba mi się w tym serum to zapach. Taki trochę ekskluzywny, słodki i przyjemny. Druga sprawa to konsystencja. Jest taka sama jak u większości olei, przez co jest bardzo wydajny bo wystarczy jedna kropla na końcówki. No i właśnie, zastosowanie. Osobiście nie nakładałabym go na całe włosy, jedynie na końcówki. Chyba głównie do tego się nadaje.
No i może najważniejsza spawa, ten kto kupił to cudeńko licząc, że zrobił świetny interes kupując za grosze olej arganowy, to niestety ale będzie bardzo zawiedziony, albowiem serum to nigdy obok prawdziwego oleju arganowego nigdy nie stało. Po pierwsze olej arganowy, w życiu by tak pięknie nie pachniał. Prawdziwy olej hmm...można by się pokusić o stwierdzenie, że pachnie kozą. I im więcej go użyjemy tym bardziej ją czuć xD A po drugie ten obiecany olej arganowy zajmuje dość marne miejsce w składzie za perfumem, także nie ma go tam za wiele. Jednak po mimo tego stwierdzam, że jest to fajne silikonowe serum do zabezpieczania końcówek, które na dodatek pięknie pachnie :D
Skład: Cyclopentasiloxane-silikon (działanie kondycjonujące), Dimethicone - środek stosowany w preparatach do regeneracji i wzmacniania zniszczonych włosów. Charakteryzyje się głęboką penetracją włókna włosa, Dimethicanol, Caprylic/Capric Triglyceride-działanie nawilżające, Parfum, Linalool, Limonene, Argania Spinosa-to olej arganowy (nawilża, odżywia), Benzophenone-3-filtr UVA, Simmondsia chinensis oil-(olej jojoba) - substancja aktywna/odżywcza, C.I. 26100, C.I. 47000, Butylene glycol-składnik odpowiedzialny za utrzymanie wilgoci, pełni również rolę rozpuszczalnika, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Extract-ekstrakt z pestek słonecznika, C.I. 61565
Rossmann: 25 zł za 50 ml
Biedronka: 15 zł za 60 ml
Dobra, dałam już upust swojej irytacji :D Już mówię co i jak znim.
Pierwsze, co chyba najbardziej podoba mi się w tym serum to zapach. Taki trochę ekskluzywny, słodki i przyjemny. Druga sprawa to konsystencja. Jest taka sama jak u większości olei, przez co jest bardzo wydajny bo wystarczy jedna kropla na końcówki. No i właśnie, zastosowanie. Osobiście nie nakładałabym go na całe włosy, jedynie na końcówki. Chyba głównie do tego się nadaje.
No i może najważniejsza spawa, ten kto kupił to cudeńko licząc, że zrobił świetny interes kupując za grosze olej arganowy, to niestety ale będzie bardzo zawiedziony, albowiem serum to nigdy obok prawdziwego oleju arganowego nigdy nie stało. Po pierwsze olej arganowy, w życiu by tak pięknie nie pachniał. Prawdziwy olej hmm...można by się pokusić o stwierdzenie, że pachnie kozą. I im więcej go użyjemy tym bardziej ją czuć xD A po drugie ten obiecany olej arganowy zajmuje dość marne miejsce w składzie za perfumem, także nie ma go tam za wiele. Jednak po mimo tego stwierdzam, że jest to fajne silikonowe serum do zabezpieczania końcówek, które na dodatek pięknie pachnie :D
Skład: Cyclopentasiloxane-silikon (działanie kondycjonujące), Dimethicone - środek stosowany w preparatach do regeneracji i wzmacniania zniszczonych włosów. Charakteryzyje się głęboką penetracją włókna włosa, Dimethicanol, Caprylic/Capric Triglyceride-działanie nawilżające, Parfum, Linalool, Limonene, Argania Spinosa-to olej arganowy (nawilża, odżywia), Benzophenone-3-filtr UVA, Simmondsia chinensis oil-(olej jojoba) - substancja aktywna/odżywcza, C.I. 26100, C.I. 47000, Butylene glycol-składnik odpowiedzialny za utrzymanie wilgoci, pełni również rolę rozpuszczalnika, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Extract-ekstrakt z pestek słonecznika, C.I. 61565
A wy mieliście to serum? Jaka jest wasza opinia o nim? Co myślicie o tym przekręcie z Biedronkom? :D
Pozdrawiam
Luluś ^^
Dabur Amla
Dziś chciałabym się z wami podzielić moją opinią na temat Olejku do Włosów Amla Dabur. Jak na razie miałam okazję używać tylko 3 olejów, jednak bardzo łatwo mogę powiedzieć, że jest on z nich najlepszy i najbardziej polubiły go moje włosy.
Może jak zawsze już zacznę od tego co mówi o produkcie producent:
Sekret pięknych włosów kobiet z Indii. Olejek Dabur Amla zawiera wyciąg z indyjskiego owocu amla. Sprawia, że włosy stają się sprężyste, zdrowe, błyszczące. Pielęgnuje i zapobiega wypadaniu i przedwczesnemu siwieniu. Przeznaczony jest dla włosów od ciemnego blondu po czarne.
Jak widać na drugim zdjęciu, zużyłam już pół butelki i śmiało mogę stwierdzić, że wszystko co obiecuje producent jest prawdą. Włosy są sprężyste, olśniewająco błyszczące no i oczywiście zdrowsze. Chyba żadna maska czy odżywka nie dała mi tyle co ten olej. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ten okropny zapach...Jedna z blogowiczek idealnie go napisała pachnie jak ziołowy domestos. Dostałam wielką nauczkę i po pierwszym użyciu stwierdziłam, że już nigdy nie kupię żadnego kosmetyku bez powąchania go :D Na początku, gdy go po raz pierwszy otworzyłam stwierdziłam nie jest najgorzej, jakoś wytrzymam. Jednak po trzymaniu tego na głowie z 3 godziny pod koniec moim marzeniem stało się zmycie go jak najprędzej. Już po godzinie od tego zapachu zaczęła boleć mnie głowa, a po trzech jak tylko zaleciał mi ten zapach robiło mi się niedobrze i słabo O.O Byłam przerażona, myślałam sobie "matko, co ja teraz z tym zrobię?!". Jednak szybko zmieniłam tak negatywne zdanie o nim jak tylko zobaczyłam efekt jego działania. Byłam oczarowana, więc bardzo szybko sięgnęłam po niego znowu, tyle tylko, że tym razem lepiej się zabezpieczyłam przed niechcianym zapachem. Nałożyłam dość gruby czepek do kąpieli oraz grubą zimową czapkę, dzięki czemu zapach był praktycznie niewyczuwalny :D Chociaż szczerze powiedziawszy nie planuję kupna nowej butelki, gdy stara już mi się skończy. Chciałabym przetestować też coś innego, jednakże gdy nie zauważę po innych produktach takich efektów na pewno bez oporów do niego wrócę. W kwestii technicznej stwierdzam, że opakowanie jest bardzo eleganckie chociaż muszę przyznać, że pani ze zdjęcia trochę straszy swoimi włosami :P Ja swój olej kupiłam stacjonarnie w sklepie medyczno - zielarskim za 15 zł.
Także podsumowując z czystym sercem polecam ten olej każdemu, kto nie boi się mocnych zapachów :D
Może jak zawsze już zacznę od tego co mówi o produkcie producent:
Sekret pięknych włosów kobiet z Indii. Olejek Dabur Amla zawiera wyciąg z indyjskiego owocu amla. Sprawia, że włosy stają się sprężyste, zdrowe, błyszczące. Pielęgnuje i zapobiega wypadaniu i przedwczesnemu siwieniu. Przeznaczony jest dla włosów od ciemnego blondu po czarne.
Jak widać na drugim zdjęciu, zużyłam już pół butelki i śmiało mogę stwierdzić, że wszystko co obiecuje producent jest prawdą. Włosy są sprężyste, olśniewająco błyszczące no i oczywiście zdrowsze. Chyba żadna maska czy odżywka nie dała mi tyle co ten olej. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ten okropny zapach...Jedna z blogowiczek idealnie go napisała pachnie jak ziołowy domestos. Dostałam wielką nauczkę i po pierwszym użyciu stwierdziłam, że już nigdy nie kupię żadnego kosmetyku bez powąchania go :D Na początku, gdy go po raz pierwszy otworzyłam stwierdziłam nie jest najgorzej, jakoś wytrzymam. Jednak po trzymaniu tego na głowie z 3 godziny pod koniec moim marzeniem stało się zmycie go jak najprędzej. Już po godzinie od tego zapachu zaczęła boleć mnie głowa, a po trzech jak tylko zaleciał mi ten zapach robiło mi się niedobrze i słabo O.O Byłam przerażona, myślałam sobie "matko, co ja teraz z tym zrobię?!". Jednak szybko zmieniłam tak negatywne zdanie o nim jak tylko zobaczyłam efekt jego działania. Byłam oczarowana, więc bardzo szybko sięgnęłam po niego znowu, tyle tylko, że tym razem lepiej się zabezpieczyłam przed niechcianym zapachem. Nałożyłam dość gruby czepek do kąpieli oraz grubą zimową czapkę, dzięki czemu zapach był praktycznie niewyczuwalny :D Chociaż szczerze powiedziawszy nie planuję kupna nowej butelki, gdy stara już mi się skończy. Chciałabym przetestować też coś innego, jednakże gdy nie zauważę po innych produktach takich efektów na pewno bez oporów do niego wrócę. W kwestii technicznej stwierdzam, że opakowanie jest bardzo eleganckie chociaż muszę przyznać, że pani ze zdjęcia trochę straszy swoimi włosami :P Ja swój olej kupiłam stacjonarnie w sklepie medyczno - zielarskim za 15 zł.
Także podsumowując z czystym sercem polecam ten olej każdemu, kto nie boi się mocnych zapachów :D
Pozdrawiam wa serdecznie
Luluś ^^
EDIT
Zapomniałam dodać skład :D
Light liquid paraffin, RBD Canola Oil, RBD Palmolein Oil, Perfume, Amla Extract, BHT, C.I. 47000, C.I. 61565, C.I. 26100
Garnier avokado i karite
Hej, dzisiaj chciałam popisać o odżywce, która jest n*1 dla chyba większości włosomaniaczek xD (albo i nie :P). Mowa tu o Garnier Ultra Doux odżywka pielęgnacyjna z olejkiem z awokado i masłem karite do włosów suchych i zniszczonych.
Na opakowaniu producent o produkcie pisze tak: "Wyjątkowa receptura, aby odżywiać włosy bardzo suche i zniszczone. Odżywka Garnier Ultra Doux łączy olejek z awokadoznany ze swych właściwości uelastyczniających z wysoce odżywczym masłem karite, w kremowej i aptecznej formule, bez obciążania włosów. Rezultat: Twoje włosy stają się wyjątkowo łatwe w rozczesywaniu i odżywione. Są niewiarygodnie miękkie i błyszczące."
Skład: Aqua, Cetearyl alcochol-to emolient, wygładzacz i zmiękczacz, Palm Oil (Elaeis Guineensis)-olejek palmowy, odżywczy, nawilża, Behentrimonium Chloride-konserwant, także substancja o działaniu antystatycznym, CI 15985, CI 19140- (barwniki), Stearamidopropyl dymethilamine-działa antystatyczie, odżywia włosy, Chlorhexidine dihydrochloride-konserwant, Isopropyl alcohol-emolient, Persea Gratissima Oil-avocado - źródło witamin, natłuszczenia i nawilżenia, Citrid acid-kwas cytrynowy-naturalny konserwant, regulator pH, Butyrospermum Parkii Butter-masło shea również cenione w pielęgnacji włosów, ponadto stanowi filtr UVB, odżywia, nabłyszcza, Hexyl Cinamal-substancja zapachowa, Glycerine-gliceryna [utrzymuje wilgoć], Parfum;
Osobiście jestem dopiero w trakcie pierwszej tubki preparatu, ale już mogę stwierdzić, że bardzo się polubiliśmy. Co prawda zawsze używałam tej odżywki z innymi produktami więc obiektywno - subiektywną opinię będę mogła napisać dopiero, gdy naprawdę przetestuję ten kosmetyk i sprawdzę jak poradzi sobie sam bez żadnych wspomagaczy. Jednak już podczas pierwszego mycia czuć jak bardzo włosy są wygładzone. To co bardzo mi się też w tej odżywce podoba, to zapach. Jest on delikatny, lekko słodki ale nie zamulający, a po użyciu włosy pachną nim aż do następnego mycia. Butelka ma bardzo estetyczny wygląd. Tak więc mimo, iż nie mam tego kosmetyku przetestowanego jeszcze tak na 100% to mogę z czystym sumieniem go polecić ;)
I taka kontynuacja czyli moja szopka po użyciu samej odżywki. Włosy przepięknie pachną, są wygładzone, śliskie w dotyku i sypkie, jednak odżywka nie wystarczyła, żeby "przylizać" połamane włoski czy baby hair. Nie mam jeszcze tak zdrowych włosów więc odżywka jest też dla nich trochę za lekka.
A tu zdjęciowy dowód zbrodni xD
Śmieszy mnie trochę to, że moje włosy wyglądają na bardzo suche u góry, natomiast końcówki tak jak by były nie wiadomo jak zdrowe i nawilżone :P
Na opakowaniu producent o produkcie pisze tak: "Wyjątkowa receptura, aby odżywiać włosy bardzo suche i zniszczone. Odżywka Garnier Ultra Doux łączy olejek z awokadoznany ze swych właściwości uelastyczniających z wysoce odżywczym masłem karite, w kremowej i aptecznej formule, bez obciążania włosów. Rezultat: Twoje włosy stają się wyjątkowo łatwe w rozczesywaniu i odżywione. Są niewiarygodnie miękkie i błyszczące."
Skład: Aqua, Cetearyl alcochol-to emolient, wygładzacz i zmiękczacz, Palm Oil (Elaeis Guineensis)-olejek palmowy, odżywczy, nawilża, Behentrimonium Chloride-konserwant, także substancja o działaniu antystatycznym, CI 15985, CI 19140- (barwniki), Stearamidopropyl dymethilamine-działa antystatyczie, odżywia włosy, Chlorhexidine dihydrochloride-konserwant, Isopropyl alcohol-emolient, Persea Gratissima Oil-avocado - źródło witamin, natłuszczenia i nawilżenia, Citrid acid-kwas cytrynowy-naturalny konserwant, regulator pH, Butyrospermum Parkii Butter-masło shea również cenione w pielęgnacji włosów, ponadto stanowi filtr UVB, odżywia, nabłyszcza, Hexyl Cinamal-substancja zapachowa, Glycerine-gliceryna [utrzymuje wilgoć], Parfum;
Osobiście jestem dopiero w trakcie pierwszej tubki preparatu, ale już mogę stwierdzić, że bardzo się polubiliśmy. Co prawda zawsze używałam tej odżywki z innymi produktami więc obiektywno - subiektywną opinię będę mogła napisać dopiero, gdy naprawdę przetestuję ten kosmetyk i sprawdzę jak poradzi sobie sam bez żadnych wspomagaczy. Jednak już podczas pierwszego mycia czuć jak bardzo włosy są wygładzone. To co bardzo mi się też w tej odżywce podoba, to zapach. Jest on delikatny, lekko słodki ale nie zamulający, a po użyciu włosy pachną nim aż do następnego mycia. Butelka ma bardzo estetyczny wygląd. Tak więc mimo, iż nie mam tego kosmetyku przetestowanego jeszcze tak na 100% to mogę z czystym sumieniem go polecić ;)
I taka kontynuacja czyli moja szopka po użyciu samej odżywki. Włosy przepięknie pachną, są wygładzone, śliskie w dotyku i sypkie, jednak odżywka nie wystarczyła, żeby "przylizać" połamane włoski czy baby hair. Nie mam jeszcze tak zdrowych włosów więc odżywka jest też dla nich trochę za lekka.
A tu zdjęciowy dowód zbrodni xD
Pozdrawiam serdecznie
Luluś ^^
P.S. Standardowo linki ;P
niedziela, 18 maja 2014
Moja Włosowa Historia
Hmmm...moja włosowa historia nie była szczerze powiedziawszy jakoś szczególnie burzliwa jak nieraz można przeczytać na innych blogach. Moje włosy nigdy nie były farbowane (chyba, że "pofarbowanie" bibułą na halloween też się liczy :P), nie prostuję włosów, czasami tylko jak mnie coś naszło to na jakieś wyjście potraktowałam prostownicą końcówki, żeby mieć jeszcze bardziej proste niż mam. Lokówka też pojawiała się raz na ruski rok. Natomiast z suszarki zrezygnowałam już jakieś 2 lata temu ( oczywiście jak mi się nieraz śpieszy, bądź umyję włosy rano to oczywiście też jej użyję, ale to się za często nie zdarza). Tak więc moje włosy nie miały ze mną aż tak źle :P
A więc tak, jak byłam malutka to miałam bardzo jasne włosy, takie jak na zdjęciu powyżej. Z wiekiem oczywiście zrobiły się o wiele ciemniejsze.
Jak widać na zdjęciach, moja mama była jasnowidzem nadchodzących trendów bo już wtedy miałam bardzo modne fryzury ;D Dobierańce, kwiatki we włosach to był mój żywioł, a raczej mojej mamy, bo ja za dużo wtedy do powiedzenia raczej nie miałam, chociaż byłam upartym dzieckiem i zawsze miałam ostatnie słowo ^^ Co było dobre, uwielbiałam nosić kapelusze, to był nieodłączny element mojego "outfitu" xD Włosy zawsze miałam długie i nigdy ich nie ścinałam. Najkrótsze miałam chyba sięgające za łopatki. Jedyną ingerencją było to, że co ileś lat zachciewało mi się mieć grzywkę. Pierwsza pojawiła się w podstawówce:
Włosy wtedy miałam chyba najpiękniejsze. Przeważnie chodziłam w warkoczach lub kucyku. Było ich też bardzo dużo i były bardzo grube. Potem grzywka odrosła, jednak w gimnazjum znowu chciałam jakiejś zmiany, jednak nigdy nawet mi nie przyszło do głowy, żeby włosy pofarbować czy ściąć. Więc znowu pojawiła się grzywka, tyle tylko, że tym razem mama trochę przesadziła...
W tym czasie chodziłam głównie w rozpuszczonych włosach, przy czym moja pielęgnacja ograniczała się głównie do szamponu. Pamiętam, że wielokrotnie chciałam kupić sobie coś do włosów jednak mama się nie zgadzała xD ale kiedyś dała naciągnąć się na odżywkę z Nivea :P Potem włosy znów odrosły. I jak poprzednim razem znowu nie wytrzymałam zbyt długo. Pod koniec 1 klasy liceum znowu zrobiłam sobie grzywkę... ale mając w pamięci ostatnie cięcie mamy tym razem zabrałam się za to sama :D efekt wyszedł miej więcej taki:
Przyznaję bez bicia, tak naprawdę nigdy nie byłam u fryzjera. A to dlatego, że jednego miałam w domu ;P moja mama kształciła się w tym kierunku, ale jak poznała tatę, to jakoś tam wyszło, że została florystką :D Mogłam szaleć do woli, bo mama uwielbiała "znęcać" się nad swoimi dziećmi robiąc im przeróżniaste fryzurki:
Jak widać na zdjęciach, moja mama była jasnowidzem nadchodzących trendów bo już wtedy miałam bardzo modne fryzury ;D Dobierańce, kwiatki we włosach to był mój żywioł, a raczej mojej mamy, bo ja za dużo wtedy do powiedzenia raczej nie miałam, chociaż byłam upartym dzieckiem i zawsze miałam ostatnie słowo ^^ Co było dobre, uwielbiałam nosić kapelusze, to był nieodłączny element mojego "outfitu" xD Włosy zawsze miałam długie i nigdy ich nie ścinałam. Najkrótsze miałam chyba sięgające za łopatki. Jedyną ingerencją było to, że co ileś lat zachciewało mi się mieć grzywkę. Pierwsza pojawiła się w podstawówce:
Na tym zdjęciu widać też nieudaną próbę zrobienia sobie loków na ślimaczki =] chociaż to też pewnie przez wilgoć jaka panowała w lesie :P
W liceum wpadłam też na genialny pomysł przejścia na dietę. Poszłam do dietetyczki i w zasadzie wszystko odbywało się pod jej czujnym okiem, więc pewnie musiałam dostarczać organizmowi wszelkich potrzebnych składników...a jednak coś poszło nie tak, ponieważ moje włosy zaczęły wypadać garściami, normalnie liniałam jak pies na wiosnę xD Obwód kucyka to było ok. 5 cm, jak nie mniej. Jednak na przerażeniu się skończyło bo nic z tym dalej nie zrobiłam. Mama próbowała mnie pocieszyć mówiąc,że włosy tak wypadają co 7 lat....taa jakiś stary babciny przesąd pewnie, no ale ok.. :P Skończyło się na tym, że moje długaśne sięgające za pupę włosy mogłam spiąć w kok jedną klamerką. Był on tak malutki, że ktoś kto nie wiedział jak na prawdę są długie pomyślałby, że sięgają ledwo do łopatek... ;_;
O końcówkach nawet żal pisać, bo można sobie wyobrazić jak one wyglądały bez żadnego zabezpieczania i używania głownie szamponów z SLES... w dodatku podcinałam je może raz na 2-3 lata. To był koszmar...one już nawet nie były rozdwojone, ale rozpięciorzone xD Po umyciu wysychały w 5 minut i miałam jedno wielkie siano na głowie. Raz jak poszłam tak tylko dla towarzystwa z mamą do fryzjera i mama poprosiła fryzjerkę, żeby przyjrzała się im pod mikroskopem to okazało się, że końce są tak zniszczone, że nie ma już w nich nawet barwnika, były normalnie przeźroczyste.... ale jak to ja oczywiście musiałam się uprzeć, że nic ścinać nie będę bo chce mieć tak długie włosy, a nawet jeszcze dłuższe. Byłam wtedy bardzo zakompleksiona...i chyba do dzisiaj trochę jestem, ale staram się z tym walczyć, czego przykładem jest ten blog ;) Moje włosy uważałam za mój największy atut i miałam świra na ich punkcie. W liceum nie chciałam ich nikomu pokazywać więc po prostu zawsze chodziłam w luźnym koczku, nigdy do szkoły nie przyszłam w rozpuszczonych włosach, więc jak wbiłam na studniówkę z rozpuszczonymi włosami i na dodatek z wiankiem na głowie to pewnie niektórzy się zdziwili troszkę :P Moje włosy wtedy wyglądały mniej więcej tak:
A to ze studniówki :
Nie jest to najlepsze zdjęcie, ale tu najlepiej widać ich długość ^^
I tak bym sobie trwała do dzisiaj, gdyby jakieś miesiąc temu ktoś z moich znajomych nie polubił jakiejś włosowej strony na facebooku... weszłam tam tak z ciekawości i obejrzałam filmik Aliny Rose o zapuszczaniu włosów. Natchnął mnie on do tego zby następnego dnia udać się do Rossmana i kupić sobie jakieś kosmetyki do włosów...tak jakieś...Więc następnego dnia ruszyłam jak spuszczona z łańcucha do sklepu i kupiłam kilka rzeczy nie patrząc na składy i tak dalej, tylko na bardzo przekonywujące zapewnienia producenta...Taak, więc gdy wróciłam do domu cała happy i dumna z siebie, postanowiłam, że poczytam trochę więcej o włosach i trafiłam na bloga Anwen, do kopalni wiedzy o włosach...i zdałam sobie sprawę, że to co kupiłam to chyba jedne z najgorszych rzeczy, które mogłam kupić xD Jedynie szampon mogę użyć do oczyszczenia włosów. Dlatego ostrzegam wszystkie początkujące włosomaniaczki, które tak samo jak ja są w gorącej wodzie kąpane NAJPIERW POCZYTAJCIE, A DOPIERO POTEM WYRUSZAJCIE NA ZAKUPY xD
Dzięki temu co się dowiedziałam z bloga Anwen i innych wreszcie dopuściłam do siebie myśl (choć bardzo niechętnie), że nie długość się liczy, ale jakość... do dzisiaj boli mnie ta prawda xD Więc dzielnie, ze łzami w oczach poszłam do mamy i poprosiłam ją o "podcięcie końcówek".
![]() |
| Pierwsze cięcie (trochę niewyraźne bo z telefonu) |
Jednak efekt końcowy mnie nie zadowolił więc parę dni później mama ciachnęła mnie jeszcze raz. W sumie poszło ponad 40 cm ;_;
Teraz diametralnie zmieniłam swoją pielęgnację, używam łagodnego szamponu (na razie jest to cien baby bo znalazłam go w szafce i został mu jeszcze miesiąc ważności więc szkoda zmarnować xD) ale potem będę próbować babydream. Wcieram sobie Jantar i na wypadanie włosów łykam Revalid. A no i oczywiście zaczęłam olejować włosy. To był kluczowy krok do sukcesu. Żadne maski czy odżywki nie robią na moich włosach takich cudów jak olej. A tak wyglądają moje kłaczki po dwutygodniowej pielęgnacji ^^
To może jeszcze tak dla porównania xD
Aktualna pielęgnacja (jeżeli coś robię źle lub używam nieodpowiednich kosmetyków, powiedzcie mi, nie znam się na tym jeszcze aż tak dobrze:) a i wydaje mi się, że mam włosy wysokoporowate). Moje włosy niestety potrzebują codziennego mycia więc mam szerokie pole do popisu xD Staram się codziennie nakładać olej . Myję metodą OMO i po myciu nakładam jeszcze na pół godziny maskę. Przed myciem robię piętnastominutowy masaż głowy i wcieram Jantara. Nie suszę włosów. Czasami zostawiam olej na całą noc. Piję len i skrzypokrzywę. Kosmetyki:
- Szampony: na codzień: Cien baby shampoo i babydream czasami czasami ziołowe z GP nagietek lekarski i pokrzywa zwyczajna; do oczyszczania: Farmona seboravit z czarną rzepą i Radical szapmon wzmacniający ze skrzypem polnym, Isana suchy szampon;
- Odżywki: Garnier avokado i karite, Garnier morela i olejek migdałowy, Isana odżywka połysk jedwabiu (różowa), Alterra granat i aloes, Farmona Żeń-Szeń, Nvea intense repair, Fitomed odżywka regenerująca (perełka, która w składzie ma praktycznie same ekstrakty), b/s--> Joanna balsam do włosów miód i mleko;
- Maski: Vatika z czarnuszką, Receptury Babci Agafii maska drożdżowa, Biovax maska do włosów suchych i zniszczonych, L'oreal Paris Elseve total repair, Ziaja masło kakaowe maska wygładzająca i Ziaja intensywna odbudowa;
- Oleje: Dabur Amla, Babydream, Babydream dla mam, Olej z korzenia łopianu;
- Na końcówki: Bioelixire Argan Oil, jedwab Biosilk, jedwab w spray'u Marion;
- Wcierki: Jantar
- Suplementy, zioła: Revalid, len, skrzypokrzywa;
wtorek, 13 maja 2014
Maska do włosów zniszczonych z czarnuszką Vatika
W związku z włosową akcją u Anwen (klik!^^), w której biorę udział, postanowiłam przyjrzeć się bliżej masce, która została gwiazdą tego miesiąca ;)
Dostałam ją w prezencie, a akcja była wspaniałą okazją do jej wypróbowania.
Mowa o masce do włosów zniszczonych z czarnuszką Vatika.
Producent o produkcie pisze tak: Maska do włosów z ekstraktem z czarnuszki polecana jest szczególnie do pielęgnacji włosów suchych i zniszczonych. Stosowana regularnie poprawia ogólną kondycję osłabionych włosów. Sprawia, że stają się miękkie w dotyku, gładkie i łatwe do ułożenia. Wyciąg z czarnuszki działa odbudowująco na zniszczoną strukturę włosów oraz stymuluje ich wzrost. Skutecznie pielęgnuje również suchą i wrażliwą skórę głowy, zapobiegając jej nadmiernemu przesuszeniu.
Używam tej maski od 1 maja i włosy faktycznie stały się bardziej miękkie i gładkie, jednak jestem pewna, że nie jest to tylko jej zasługa, ale również olejów ;P
Maska ma ciekawe opakowanie (500gm). Ma konsystencje zielonego gluta o ładnym delikatnym zapachu^^ Jest baardzo wydajna i kosztuje ok.30 zł.
Co do składu, nie jest jakoś szczególnie zachwycający, ale najgorszy też nie ;P
Aqua, Cetearyl alcohol (emolient, wygładzacz i zmiękczacz), Myristyl Alcohol (emolient - nawilża), Propylene glycol (rozpuszczalniki, glikol zalicza się też do nawilżaczy), Parfum, Nigella sativa Extract (czarnuszka siewna (żródło m.in. wit. F i fitosteroli)), Lawsonia inermis (Henna) Leaf Extract, Cetrimonium chloride (konserwant lekko emulgujący,działa tez antystatycznie i przeciwdziała rozwojowi organizmów bakteryjnych), Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citric Acid, C.I 77266, C.I 19140, C.I 16035, C.I 42090
Dostałam ją w prezencie, a akcja była wspaniałą okazją do jej wypróbowania.
Mowa o masce do włosów zniszczonych z czarnuszką Vatika.
Używam tej maski od 1 maja i włosy faktycznie stały się bardziej miękkie i gładkie, jednak jestem pewna, że nie jest to tylko jej zasługa, ale również olejów ;P
Maska ma ciekawe opakowanie (500gm). Ma konsystencje zielonego gluta o ładnym delikatnym zapachu^^ Jest baardzo wydajna i kosztuje ok.30 zł.
Co do składu, nie jest jakoś szczególnie zachwycający, ale najgorszy też nie ;P
Aqua, Cetearyl alcohol (emolient, wygładzacz i zmiękczacz), Myristyl Alcohol (emolient - nawilża), Propylene glycol (rozpuszczalniki, glikol zalicza się też do nawilżaczy), Parfum, Nigella sativa Extract (czarnuszka siewna (żródło m.in. wit. F i fitosteroli)), Lawsonia inermis (Henna) Leaf Extract, Cetrimonium chloride (konserwant lekko emulgujący,działa tez antystatycznie i przeciwdziała rozwojowi organizmów bakteryjnych), Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citric Acid, C.I 77266, C.I 19140, C.I 16035, C.I 42090
niedziela, 11 maja 2014
Cien baby Shampoo
Moja włosowa historia nadal jest w trakcie pisania się, więc dzisiaj postanowiłam zaglądnąć do mojej włosowej szafki i przyglądnąć się bliżej kosmetykowi, na którym tak naprawdę opiera się pielęgnacja włosów, czyli szamponowi. Wiele się o nich pisze na różnych forach, blogach, a producenci w reklamach obiecują, że to właśnie ich szampon zaradzi wszystkim naszym włosowym problemom, a jak jeszcze dodamy do tego wszystkie kosmetyki z danej serii to już w ogóle na naszej głowie będą się działy cuda i dziwy ;)
Przy wyborze szamponu do codziennej pielęgnacji (zwłaszcza osoby o wrażliwym skalpie) powinniśmy się kierować tym, czy kosmetyk w swoim składzie nie zawiera silnych detergentów takich jak SLS (Sodium Lauryl Sulfate) i SLES ( Sodium Laureth Sulfate) oraz przede wszystkim rozwagą xD Napiszę o tym poniżej przy omawianiu konkretnego produktu.
Tak, a więc jednym z szamponów, które znajdują się w mojej szafce jest Cien baby shampoo with olive extract and oat milk.
Składniki:
Przy wyborze szamponu do codziennej pielęgnacji (zwłaszcza osoby o wrażliwym skalpie) powinniśmy się kierować tym, czy kosmetyk w swoim składzie nie zawiera silnych detergentów takich jak SLS (Sodium Lauryl Sulfate) i SLES ( Sodium Laureth Sulfate) oraz przede wszystkim rozwagą xD Napiszę o tym poniżej przy omawianiu konkretnego produktu.
Tak, a więc jednym z szamponów, które znajdują się w mojej szafce jest Cien baby shampoo with olive extract and oat milk.
Jest to delikwent, którego znalazłam bardzo głęboko zakopanego w szafce z kosmetykami mojej mamy i szczerze powiedziawszy nie wiem czy jest jeszcze produkowany.
Producent o produkcie pisze tak: Cien Baby Szampon do włosów z ekstraktem z oliwy z oliwek i alatoiną delikatnie myje dziecięce włosy i skórę głowy, ponieważ zawiera łagodne substancje myjące bez dodatku mydła. Szampon jest łagodny dla oczu i nadaje się do codziennego użycia. Produkt przetestowany dermatologicznie.
- AQUA- czyli po prostu woda xD występuje w większości kosmetyków na początku składu;
- SODIUM COCOAMPHOACETATE- jest to mieszanina soli sodowych glicerynów kwasów tłuszczowych oleju kokosowego. Bardzo łagodna dla skóry substancja myjąca. Usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów. Wygładza włosy, nadaje połysk. Dodatek amfoterycznych substancji powierzchniowo czynnych w kosmetykach myjących powoduje łagodzenie ewentualnego działania drażniącego wywołanego przez anionowe substancje powierzchniowo czynne jak np. Sodium Laureth Sulfate. Substancja pianotwórcza i stabilizująca pianę w kosmetykach myjących. Stosowana z anionowymi substancjami powierzchniowo czynnymi powoduje wzrost ilości i stabilności tworzącej się piany.
- DISODIUM COCOYL GLUTAMATE- syntetyczna mieszanina pochodząca od kwasów tłuszczowych otrzymywanych z oleju kokosowego. Substancja aktywnie myjąca, odpowiedzialna za gruntowne oczyszczanie skóry i włosów.
- SODIUM CHLORIDE- działa m.in. antystatycznie, jest kondycjonerem, może podrażniać.
- GLYCERYL OLEATE- emolient tzw. tłusty - stosowany w formie nierozcieńczonej może powodować powstawanie zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na ich powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje skórę i włosy. Powstały film, wygładza powierzchnię naskórka i włosów. Nadaje połysk. Substancja zwilżająca - ułatwia usuwanie zanieczyszczeń. W preparatach myjących stosowany jako substancja renatłuszczająca.Proces mycia powoduje usunięcie m.in. substancji tłuszczowych, dlatego stosuje się substancje renatłuszczające, które odbudowują barierę lipidową.
- CITRIC ACID- substancja należy do alfahydroksykwasów (AHA) wykazuje działanie keratolityczne, czyli złuszczające, dzięki czemu usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę. Pełni rolę sekwestranta, czyli substancji, która kompeksuje jony metali, dzięki czemu zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność. Regulator pH
- COCO-GLUCOSIDE- Substancja bardzo łagodna dla skóry i błon śluzowych. Łagodzi ewentualne działanie drażniące wywołane przez anionowe substancje powierzchniowo czynne. Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów.
- PHENOXYETHANOL- Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed zakażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).
- PARFUM- zapach
- GLYCERIN- hydrofilowa substancja nawilżająca. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotor przenikania - ułatwia w ten sposób transport innych substancji w głąb skóry. Humektant - zapobiega krystalizacji (wysychaniu) masy kosmetycznej przy ujściu butelki, tuby itp. Wspomaga działanie konserwujące poprzez obniżenie aktywnośći wody, która jest doskonałą pożywką dla drobnoustrojów.
- METHYLPARABEN-Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed zakażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).
- ALLANTOIN- działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga prcesy regeneracji i odbudowy naskórka, stymuluje proces gojenia się ran. Działa silnie nawilżająco, przez co wywołuje uczucie gładkości na skórze.
- ETHYLPARABEN- Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed zakażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).
- AVENA SATIVA KERNEL EXTRACT- Antyoksydant (przeciwutleniacz), spowalnia procesy egzogennego starzenia się skóry, wywołane np. promieniowaniem UV lub dymem papierosowym. Wykazuje również działanie przeciwzapalne oraz łagodzi podrażnienia, dlatego stosowany jest w kosmetykach dla cery tłustej i trądzikowej.
- BUTYLPARABEN- Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed zakażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).
- PROPYLPARABEN- Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed zakażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem).
- ISOBUTYLPARABEN- to samo co dwa powyżej ;P
- LACTIS LIPIDA- zmiękcza, odżywia skórę.
- BENZYL ALCOHOL- +substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem), +składnik kompozycji zapachowych; +rozpuszczalnik dla innych substancji hydrofilowych zawartych w kosmetyku; +regulator lepkości, rozrzedza preparat kosmetyczny.
- OLEA EUROPAEA LEAF EXTRACT- ekstrakt z liści oliwek, działa przeciwzapalnie, przeciwpodrażnieniowo, zwalcza wolne rodniki. Wzmacnia bariery naskórkowe, doskonale zmiękcza i wygładza skórę.
- LINALOOL- składnik kompozycji zapachowych
Tak więc wyciągając wnioski, producent robi nas w bambuko, ponieważ tytułowego ekstraktu z oliwy z oliwek jest pół kropelki na całe 200ml, ponieważ znajduje się on na przedostatnim miejscu w składzie. Jest to po prostu niczym szczególnym niewyróżniający się szampon, który w swoim składzie nie ma żadnych silnych detergentów więc nadaje się do codziennego stosowania, jednak nic innego na tych włosach nie robi. Nie ma żadnych odżywczych składników które robią dobrze dla włosów. Jednak w przeciwieństwie do babydream nie plącze włosów i jest bardziej wydajny :)
Pozdrawiam ws serdecznie
Luluś ^^
P.S. Strony do samodzielnego analizowania składów;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











